Gruzja – WAKACJE na własną rękę. 10 kroków, aby samodzielnie zorganizować podróż do Gruzji; Mam nadzieję, że dzięki artykułowi będziesz w stanie zaplanować zwiedzanie tak, aby odwiedzić atrakcje i najciekawsze miejsca, które warto odwiedzić w Gruzji w czasie swojej pierwszej podróży. Odpowiadając więc na pytanie, czy urlop na Teneryfie lepiej zorganizować na własną rękę czy skorzystać z opcji all inclusive, można powiedzieć, że wszystko zależy od tego jaką formę wypoczynku cenimy sobie bardziej, jak bardzo zorganizowani jesteśmy, a przede wszystkim jakim budżetem dysponujemy. Artykuł sponsorowany reklama Najciekawsze informacje o Sardynii, jak zorganizować wakacje na własną rękę, gdzie spać, najlepsze restauracje na Sardynii i wiele innych wskazówek. Przeskocz do treści Sardynia.pl – wakacje na Sardynii Meksyk zajmuje szczególne miejsce w moim sercu. Nie tylko dlatego, że stamtąd pochodzi mój partner 😉 Ale też ze względu na to, że był moją pierwszą międzykontynentalną podróżą po długim okresie pandemicznego zamknięcia granic. Cóż za radość!! W Meksyku spędziłam 3 tygodnie i całe wakacje organizowałam na własną rękę. Gdy to wszystko sprawdzimy, możemy dojść do zaskakujących wniosków. Mianowicie niektóre popularne kierunki zdecydowanie lepiej opłacają się z biurem podróży niż na własną rękę. Ale gdzie wyjechać na wakacje za granicą w 2024 roku? Turcja wakacyjny hit 2023. Turcja króluje w wśród propozycji na wakacje all inclusive. Vay Nhanh Fast Money. 6 stycznia 2019 Obywatele Polski mogą wjechać na terytorium Królestwa Norwegii na podstawie ważnego dokumentu paszportowego lub dowodu osobistego. Istotne jest jednak, aby dokumenty stwierdzające tożsamość były w wystarczająco dobrym stanie technicznym, a także pozwalały na stwierdzenie tożsamości. Ważną informacją jest również to, że w przypadku pobytu o charakterze turystycznym (który nie przekracza trzech miesięcy), nie ma obowiązku meldunkowego. Warto wiedzieć! Królestwo Norwegii nie wydaje dowodów osobistych swoim obywatelom. Co to oznacza dla nas? Oznacza to tyle, że posługując się wyłącznie polskim dowodem osobistym na terenie Norwegii, napotkamy na szereg utrudnień związanych z załatwieniem spraw bankowych czy dokonywaniem czynności notarialnych. Wybierając się w podróż do Królestwa Norwegii weźmy ze sobą także dokument paszportowy. Zobacz Również 12 lipca 2017 norwegia, planowanie, poradnik Klamka zapadła – wybieramy się w podróż do Norwegii. Pomysł jest wspaniały i wszyscy ochoczo przebierają nogami na myśl o fiordach, pięknych widokach, łosiach, łososiach… i o tym, jak się za planowanie takiej podróży zabrać. Bo Norwegia to nie kurort, gdzie na każdym rogu znajduje się knajpa, a do głównych atrakcji dowiozą nas busem. Oj nie. Wyprawa do Norwegii to kawał logistycznej operacji i ktoś z Was powinien odrobić zadanie domowe. Czeka Was nieuniknione studiowanie mapy, planowanie drogi i wertowanie przewodników. No, prawie… bo teraz macie ten poradnik. Mamy już za sobą dwa wyjazdy do Norwegii. Jeden w ramach road tripa po Europie Północnej i Krajach Bałtyckich, drugi z całą rodziną na tydzień. Poniżej zatem będzie o tym, jak wygląda planowanie wyjazdu i co wziąć pod uwagę. Zaznaczmy też, że podczas naszych podróży nie dotarliśmy na północ Norwegii. Stąd o opisy Lofotów, Drogi Atlantyckiej czy Nordkapp nie możemy się jeszcze pokusić (niemniej tu również zawitamy niebawem). Co chcemy w Norwegii zobaczyć Czas, jaki możemy poświęcić na zwiedzanie Norwegii, jest kluczowym kryterium związanym z planowaniem. Jednak zanim przejdziemy do liczenia dni i harmonogramu, zastanówmy się po co jedziemy na północ Europy. Co chcemy zobaczyć w Norwegii? Naturę, fiordy, miasta? A może spróbować świeżych ryb, pochodzić po górach lub popływać kajakiem? Norwegia reklamuje się jako miejsce napędzane przez naturę. „Driven by nature” mówią broszury. I coś w tym jest dosłownego i ulotnego. 98% energii czerpie się tu ze źródeł odnawialnych, a przyroda wyznacza rytm, przyciąga, dominuje i inspiruje. Zacznijmy może od sprawy naturalnie oczywistej, którą trzeba zobaczyć… Fiordy – to pierwsze skojarzenie z Norwegią i jej krajobrazem. Skaliste pionowe ściany odbijające się w spokojnej tafli polodowcowych zatok. Fiordów jest pod dostatkiem i nie sposób je przegapić. Które jednak uwzględnić w swoim planie? Najbardziej malownicze, unikalne i wypromowane fiordy patrząc od południa to: Lysefjord (z Preikestolenem) Hardangerfjord Nærøyfjord i Aurlandsfjorden (odnogi Sognefjorden) wydają się idealne na kajaki Sognefjorden – największy fiord norweski – 203 km długości i 1,3 km głębokości Geirangerfjord – uznawany wszem i wobec za absolutną perełkę i określany Królem Fiordów Aurlandsfjorden Preikestolen nad Lysefjord Geirangerfjord Hardangerfjord Lodowce – piękne czapy mieniące się bielą przez cały rok. Oraz błękitne języki wystające spomiędzy skał. Do rozważenia są zatem dwa lodowce (Norwegię Północną pomijam tu, gdyż tam jeszcze nie dotarliśmy): Jostedalsbreen Folgefonna Wodospady – jest ich przeogromna ilość i zachwycą każdego. Są nieodzownym elementem krajobrazu, a w pełnej okazałości prezentują się na wiosnę, gdy zalegający na szczytach śnieg zaczyna topnieć. Do najbardziej spektakularnych wodospadów w Norwegii należą: Vøringfossen Wodospady w Husedalen Valley Låtefossen Langfoss Furebergsfossen Steinsdalsfossen Flesåna Kleivafossen Skjervsfossen Kjelfossen Mardalsfossen Miasta – osobiście odradzamy. Głównie dlatego, że nie pochłonęły nas, nie uwiodły i nie rozkochały. Do żadnego nie chcemy wrócić i żadnego nie wspominamy z westchnieniem. Są przyjemne do pochodzenia przez trzy, może cztery godziny i tyle. Nie posiadają spektakularnej architektury i są raczej małe. Miasta niestety też sporo kosztują. Szkopuł z miastami polega na tym, że są oddalone od pozostałych atrakcji. Te trzy godziny spaceru po starówce Bergen kosztować Was będzie przynajmniej dzień drogi, by wrócić znów na trasę. Dzień, który według nas lepiej poświęcić na odkrywanie fiordów lub wspięcie się na jakiś punkt widokowy. Jeśli jednak chcecie, to według naszych preferencji: Czerwone domki – zbudowane z drewna i pomalowane w kolorze czerwieni faluńskiej (falun red) są stałym elementem krajobrazu. Stoją często w zaskakujących miejscach i pozbawione drogi dojazdowej lub zawieszone nad zatoką. Z domkami wiąże się pośrednio norweskie Hygge – ulotne słowo określające coś pomiędzy przytulnością a beztroskimi chwilami spędzanymi w gronie najbliższych nam osób. To też połączenie estetyki, przestrzeni i nastroju. Dla Norwegów czy Duńczyków jest swego rodzaju mantrą lub sposobem na życie. Wyraz oddaje faktycznie coś z usposobienia mieszkańców Skandynawii, którzy wiodą prym w raportach o zadowoleniu z życia. Góry – jeśli znudzi się komuś patrzenie na fiordy z dołu, w Norwegii czekają go jedne z najpiękniejszych szlaków trekkingowych. I łatwe, i trudne, bywa że niemało wymagające jednak co najważniejsze – gwarantujące niezapomniane widoki. Najczęściej wskazywanym kierunkiem na górskie wyprawy jest park narodowy Jotunheimen oraz biegnący w jego centrum szlak Besseggen Ridge (u nas niestety ciągle w planach). Zapewniamy jednak, że niezależnie od okolicy, w jakiej się znajdziecie, szlaków będzie pod dostatkiem. Lokalne biura informacji turystycznej dysponują świetnymi mapami z dokładnym opisem tras, stopniem trudności i czasem potrzebnym na przejście. Na bardziej doświadczonych czekają wyprawy przez lodowiec, via ferraty i przeskakiwanie przepaści. Ile poświęcić czasu na podróż i zwiedzanie Norwegii? Planowanie zaczyna się od określenia, ile możemy poświęcić czasu na Norwegię. Harmonogram będzie wiązał się z wyborom miejsc do odwiedzenia i godzinami spędzonymi na przemieszczaniu się. My przerobiliśmy ten problem w dwóch wariantach: wyjazdu na tydzień i na dwa tygodnie. Norwegia na tydzień Tydzień na całą Norwegię to na pewno za mało. Zresztą, przemierzenie autem kraju z południa na północ zajmuje ponad 30h. Nie ma więc wyjścia – trzeba się do czegoś ograniczyć. I tu zaczynają się wyzwania. Musimy określić, co chcemy zobaczyć i czego spróbować. W przypadku tygodniowego wyjazdu najlepiej jest wybrać jeden region i pokręcić się po nim, odkryć go i zbadać. Który region? Rozpatrzyć trzeba cztery, które oferują możliwie sporą różnorodność krajobrazów i atrakcji: Rogaland (Stavanger), Sogn og Fjordane (Sognfjord), Hordland (Bergen) i ew. Romsdal (Alesund). Nasz wybór na tydzień: Hardanger My w przypadku wyjazdu na tydzień postawiliśmy na region Hordland, a dokładniej na jego środek – Hardanger (oficjalna strona: To jeden z najbardziej różnorodnych regionów, który jest aż naszpikowany pocztówkowymi widokami. Hardanger ma jednak jedną istotną wadę: to chyba najbardziej „deszczowy” punkt na całym wybrzeżu. Leżące w obrębie Hordland miasto Bergen w czerwcu 2017 tonęło w ulewach przez 25 dni, a to i tak nie najgorszy wynik. Lojalnie więc uprzedzamy: jest pięknie, ale peleryna w plecaku musi być! Poza tym mokrym niuansem, Hardanger jest genialnym miejscem na krótki pobyt i liźnięcie norweskich krajobrazów. Znajdziecie tu jeden z najładniejszych fiordów – Hardangerfjord oraz przyległy do niego Sorfjorden. Na zachodzie rozciąga się ulubiony przez Norwegów teren do trekkingu – rozległy płaskowyż Hardangervidda. To tu, nad wijącym się jeziorem, wisi Trolltunga – Język Trola. Tu, wręcz obok siebie, znajdują się trzy piękne wodospady: Vøringfossen, Låtefossen i wodospady w dolinie Husedalen. Trzy to mało? W granicach obszaru Hardanger są też: Furebergsfossen, Langfossen, Steinsdalsfossen i Skjervsfossen, a każdy z nich wywoła szeroki uśmiech. Jeśli zapragniecie zobaczyć lodowce, to możecie udać się na malutki Hardangerjokulem lub trzeci co do wielkości w Norwegii lodowiec Folgefonna. Zresztą, na Folgeffonę można wziąć spokojnie narty, gdyż trasy są tu czynne cały rok (dojazd z Jondal). W okolicy Fykse znajduje się popularne miejsce łowienia łososi (Steinstøberget). A jeśli zdecydujecie się na dłuższą wycieczkę, to dotrzeć możecie do Falm, słynnego z przepięknej linii kolejowej Flamsban i fiordu Nærøyfjord. Hardanger to też fantastyczne drogi widokowe: 13 i 7 wpisane na listę osiemnastu narodowych tras widokowych. Cała ta lista atrakcji wypełnić może spokojnie dwa tygodnie, więc podczas siedmiodniowego pobytu na nudę nie będziecie narzekali. Ale jeśli macie trochę więcej czasu to… Trolltunga Buerdalen og Buerbreen Vøringfossen od dołu Okolice FykseNorwegia na dwa tygodnie lub dłużej Macie więcej niż siedem dni? Wyśmienicie! W takim przypadku najlepiej zabierzcie namiot (o poruszaniu się z namiotem) lub kampera i wybierzcie się na road tripa. W zależności od tego, ile czasu możecie poświęcić, Wasza wycieczka będzie polegała na przemieszczaniu się dalej ku północy. Przygodę warto jest zacząć w okolicach Stavanger i od regionu Rogaland… a dokładniej od wejścia na Preikestolen (ambona) i może na Kjerag (kamień). Do Stavanger kursują promy z Danii, dolecicie tu z Krakowa, Warszawy, Szczecina, Katowic i Gdańska. Poświęćcie trochę czasu na Hardanger i jego wodospady, bo o ładniejsze dalej będzie ciężko. Za to najlepsze widoki zaczną się po przepłynięciu Sogenfjord. Absolutnym „must see” jest droga widokowa numer 63 zwana Złotą (Golden Road of Norway). Tu, na 104 kilometrach, doświadczycie najpiękniejszych krajobrazów Norwegii, wliczając w to Geirangerfjord i Trollstigen – Drabinę Troli. Później przed Wami otworzy się Droga Atlantycka prowadząca na północ, a dalej – Lofoty. To jednak wymaga już co najmniej dwóch, a najlepiej trzech tygodni. Powrót przez Szwecję – nam niezbyt przypadł do gustu, ze względu na dużą monotonię. Drugi raz podejmując decyzję o trasie powrotnej wybralibyśmy trasę przez park Jotunheimen i miasteczko Lillehamer. Jak poruszać się po Norwegii? Odpowiedź tu jest niestety tylko jedna. Jeśli chcecie zwiedzić Norwegię, postawcie na samochód – własny lub wynajęty. Da Wam to ogromną swobodę i możliwość odwiedzenia wielu pięknych zakątków leżących daleko poza głównymi szlakami. Zaoszczędzicie też sporo cennego czasu, a zmiana pogody nie będzie tak bolesna. Pada? Po prostu pojedziecie tam, gdzie nie leje. No i na koniec jest jeszcze jeden koronny argument: Norwegia ma fantastyczne drogi krajobrazowe, przy których zbudowano masę punktów widokowych. Zatrzymywanie się co pięć, czy dziesięć kilometrów szybko stanie się rutyną – to wodospad, to fiord, to mała miejscowość lub pasące się owce. Planując trasę weźcie pod uwagę, że odległości są spore, a przejazd między względnie bliskimi punktami potrafią pochłonąć zaskakującą ilość czasu. Przykład? W linii prostej od Preikestolena do Oddy (Trolltunga), czyli między dwiema największymi atrakcjami Norwegii, jest 120km. Autem to 200km po serpentynach, na które należy zaplanować grubo ponad 4h. Mały remont w tunelu to nierzadko 30 minut w plecy. Opłaty drogowe w Norwegii są powszechne. Płaci się za wjazd do większych miast, autostrady, wybrane tunele i mosty. Opłata pobierana jest automatycznie z naszej karty kredytowej lub płacimy po czasie. Nasz samochód (wynajęty lub własny) powinniśmy zarejestrować w serwisie EPC. Tu znajdziemy historię przejazdów i kwoty, jakimi zostaliśmy obciążeni. Odcinki płatne oznaczone są niebieskimi znakami z podaną ceną. Wszystko działa automatycznie – system robi nam zdjęcie i nalicza opłatę. Nie musimy się zatrzymywać, zwalniać itp. Nie da się opłat uniknąć, jeśli nie zarejestrujecie auta, to dostaniecie wezwanie do zapłaty pocztą. Przykładowe ceny: 100 koron (45 zł) za przejazd dziesięciokilometrowym tunelem Jondal, 20 koron za przejazd krótkim tunelem czy, 50 koron za przejazd przez most. Nie każdy tunel czy most jest płatny. Gdy inwestycja się zwróci, opłaty są usuwane – część infrastruktury jest darmowa. Jeśli jednak szukacie innych rozwiązań… Gęstość zaludnienia w Norwegii jest niewielka, a co za tym idzie komunikacja publiczna nie funkcjonuje z taką częstotliwością, jak u nas. My nie próbowaliśmy, ale może Was skusi: Autobusem – mapa połączeń długodystansowych jest na stronie Pociągiem – opcja nietania, Norges Statsbaner, NSB – Szeroko i głośno promowaną atrakcją jest też legendarna linia morska Hurtigruten Autostopem – jest bezpiecznie i z zaczerpniętych opinii wiemy, że Norwedzy chętnie zabierają turystów. Pamiętajcie jednak, że ruch samochodowy jest tu o niebo mniejszy niż u nas. Aurlandsfjellet – Droga Śnieżna między Lærdal a Aurlandsvangen. Pozostały po zimie śnieg przetrwa pewnie wrzesień i odczeka się zimy. Podczas całego przejazdu, liczącego 47km minęło nas może z 10 aut. Cała relacja tutajJak dostać się do Norwegii?Samolotem do Oslo, Bergen lub Stavanger? Pomysł wydaje się genialny i prosty, ma jednak spore wady, które trzeba uwzględnić w liczeniu i szacowaniu budżetu. Zwiedzane Norwegii po prostu wymaga samochodu. A wynajem auta to niemały koszt. Nie zabierzecie dużego bagażu, a co za tym idzie wałówka zostaje w domu. Czekają Was zakupy w norweskich sklepach i norweskie ceny. Szybka kalkulacja kosztów podróży dla czterech osób samolotem na tydzień (rezerwowane na dwa miesiące do przodu). Bierzemy tu pod uwagę trzy kluczowe koszty. Noclegów nie uwzględniamy, to jest raczej sprawą indywidualną. Bilety Wrocław-Bergen-Wrocław w wersji hura-optymistycznej to około 900 zł za osobę Do Norwegii lata WizzAir, który za bagaż liczy jak za złoto, weźcie to pod uwagę przy planowaniu nadbagażu. Wynajem auta, VW Polo wychodzi około 1600 zł z ubezpieczeniem. Paliwo – w tydzień zrobicie około 700 km co oznacza, że spalicie jakieś 60 litrów benzyny (w teorii: 960 NOK – 430 zł, w praktyce: okolo 1400 NOK – 630 zł). Norwegia to nie jeżdżenie po autostradach, lecz górskie drogi, na których spalanie jest dalece wyższe od pozycji katalogowych. Do tego dochodzą opłaty drogowe, około 150 zł przy takim dystansie. Nie ominą Was też pewnie promy – dwie przeprawy to koszt około 200 zł. Wyżywienie – zakupy robione w dyskontowych sklepach to przy naprawdę skromnych posiłkach około 80 zł na osobę dziennie. Tu więcej o cenach w Norwegii. Weźcie też poprawkę na to, że jeśli chcecie gotować na kuchence turystycznej, to gaz do niej musicie kupić gdzieś na miejscu (do samolotu butli nie wniesiecie). Grille jednorazowe są na szczęście tu równie popularne, jak w Polsce, więc pieczony łosoś to zawsze dobry pomysł. Za siedem dni, przy zaciskaniu pasa, mam około 560zł. W sumie wychodzi mniej więcej 1700 zł za siedem dni na osobę przy uwzglednieniu mocnego zaciskania pasa. A że na wakacje jedziemy, żeby odpocząć i nie tracić czasu na myślenie o tym jak tu zaoszczędzić, kwota ta raczej będzie oscylowała w granicach 2000 zł. Nie uwzględniamy tu kosztów noclegu czy ewentualnych atrakcji. Dojazd do Norwegii samochodem Wybranie się do Norwegii autem ma swoje zalety i wady. Na minus jest na pewno czas, jaki poświęcić trzeba na dojazd. Dla nas, jadących z Wrocławia, to były wyjęte dwa dni z cennego urlopu. Dla porównania: czas potrzebny na przeloty w dwie strony (z Wrocławia) to 18h – trzy razy krócej niż wyprawa autem. Gdy podliczymy koszty dla wyjazdu tygodniowego, okaże się, że samochód wychodzi nieco drożej. Jednak im wyjazd dłuższy, tym auto staje się bardziej ekonomiczną opcją. Do zalet podróży samochodem należy przede wszystkim jego ładowność. Bagażnik jest absolutnie nie do przecenienia. Poza tym, że zabieracie cały prowiant ze sobą i stołujecie się po królewsku (w tym macie piwo czy winko, które w Norwegii są horrendalnie drogie), to zostaje jeszcze miejsce na kilka ciepłych ubrań „na wszelki wypadek”. Dodatkowo, polecam zabrać box dachowy. Na tydzień koszt wynajmu thule’a to około 200zł. To da Wam kilkadziesiąt litrów więcej na ciuchy i prowiant – prawdziwe zbawienie! Samochód to też możliwość urozmaicenia drogi dojazdu – nikt przecież nie powiedział, że trzeba od razu wrzucać w nawigację fiordy. Po drodze warto zatrzymać się w Kopenhadze, wyrobić sobie opinię o Sztokholmie (my mamy mieszane uczucia), Rugię czy inne miejsca. Kilka słów o promach Dojazd samochodem do Norwegii wiąże się z wydatkiem na prom. Podobnie jak dla podróży samolotem, poniżej wyliczenie dla 4 osób podróżujących samochodem osobowym. Ceny promów i możliwe trasy wyglądają następująco: Gdańsk – Sztokholm z kajutą dla czterech osób i autem wyjdzie około 3200 zł w dwie strony (bez kajuty – 2200 zł, W tym przypadku czeka Was jeszcze jeden dzień drogi z Sztokholmu do Norwegii (dwa razy 800km). Na tą trasę zejdzie Wam około 2 x 10h + 2 x 18h na promie. Najszybsze połączenie promowe Europy z Norwegią oferuje FjordLine i jest to rejs z Danii: Hirtshals – Kristiansand (2h 15min na promie w jedną stronę). Koszt takiego rejsu to około 900zł w dwie strony dla czterech osób z samochodem. Plusem jest to, że docieracie do miejsca skąd nad fiordy macie już tylko 5h autem (280km w okolice Stavanger). FjordLine kursuje również na linii Hirtshals – Stavanger, rejs ten trwa 12h. Cena za kajutę czteroosobową i auto to 3500 zł w dwie strony. Można tą podróż też przedłużyć do Bergen (za niewielką dopłatą). Jest to co prawda droższa opcja od poprzednich, jednak o bardzo wygodnych godzinach podróży. Przypływacie do Norwegii rano, a wypływacie z niej wieczorem. I to z samych fiordów, co jest ogromnym plusem. Zjeżdżacie z promu wyspani, wypoczęci i gotowi na norweską przygodę! Możliwy jest też długi rejs z niemieckiej Kilonii (Kiel) do Oslo, choć jest to najdroższe rozwiązanie. Pogoda i odzież na wyjazd do Norwegii Pogoda w Norwegii nie rozpieszcza. Pada często, a jeśli nie pada to i tak jest wilgotno. Rosa pokrywa wszystko już o zmroku. Noce bywają chłodne, nawet w lipcu czy sierpniu. Zakładając, że choć trochę czasu poświęcić chcecie na chodzenie po fiordach i podziwianie natury, musicie przygotować się na możliwie niekorzystną i zmienną aurę. Poniżej nasze minimum: Buty trekkingowe – bez tego nawet nie planujcie wyjazdu do Norwegii. Norweskie szlaki są bardzo wymagające. Trampki zostają w domu. Kropka. Polar, bo bywa zimno. Latem 5°C w nocy to nie zaskoczenie. Pogoda w ciągu dnia też jest bardzo zmienna – kilkanaście stopni różnicy w trzy godziny nie jest anomalią. Peleryna lub dobra odzież nieprzemakalna. Najlepiej – kurtka z membraną. Z parasolem Preikestolena nie zdobędziecie. Buty na przebranie to dobry pomysł, bo spora część szlaków wiedzie przez błotniste tereny, gdzie nie trudno o przemoczenie. Softshell i bielizna termoaktywna też są wskazane. Podręczna apteczka, scyzoryk. Mapy offline: (Android i iOS), w górach rzadko gdzie jest zasięg. Środki przeciw komarom – są ich chmary. Krem z filtrem UV. Zapas jedzenia i picia, bo na końcu szlaku nie będzie schroniska. A czasem o źródło z wodą ciężko. Plecak na to wszystko :-) Pogodę sprawdzać najlepiej jest na stronie: O ekwipunku pod namiot i spaniu pod namiotem więcej w tym wpisie. Prowiant Na szybkie zaspokojenie głodu mamy zazwyczaj pod ręką jakieś batony zbożowe lub orzechy. Szybkie i bezobsługowe. Za to na śniadanie lub kolację lubimy zjeść coś konkretnego. W przypadku długich wyjazdów najlepiej sprawdzają nam się makarony, ryż i kasza, a ulubione danie to curry. Mamy kilka sprawdzonych, niemalże jednogarnkowych przepisów. Bez kuchenki turystycznej i wolnej godziny jednak ani rusz. Warto dorzucić do listy zakupów na road tripa rozwiązania szybkie i ciepłe, jak gotowe fasolki, gorące kubki czy gulasze. Zdarzają się takie momenty, gdy nawigacja pokazuje uparcie 3h drogi, nie zważając zupełnie na burczenie w brzuchu czy kończący się dzień. Błyskawiczny, gorący posiłek ratuje humor i sytuację. Grill to kolejne sposób na ciepły posiłek, który się sprawdzi w drodze. W Norwegii bez problemu dostaniecie taniego, jednorazowego grilla (przybył tu chyba wraz z Polakami), a łosoś nie jest drogi (przynajmniej w sieciach Rema100 i Kiwi). Rybka z rusztu ucieszy każdego wygłodniałego podróżnika! Konserwy jako ostatnia deska ratunku i prowiant na wyprawy w góry z namiotem też powinien znaleźć się na Waszej liście zakupowej. Warzywa i owoce – to delikatny temat, bo drogi mogą nie przetrwać. Cebula, marchew i papryka znoszą najlepiej transport. Cukinie i pomidory są niestety bardziej wrażliwe na leżenie w aucie. Ziemniaków wwozić nie wolno. Szybkie gotowanie w drodze: fasolka 1600 m z dodatkiem widoku na Geirangerfjord Ceny jedzenia w Norwegii Produkt NOK PLN (około) Chleb 25 12 Mleko 16 8 Woda mineralna 1,5L 15 7 Cola 1,5L 28 14 Bułka pszenna 4 2 Piersi z kurczaka 1kg 120 60 Łosoś 1kg 140 70 Mięso mielone wieprzowe 250g 25 12 Pomidory 1kg 28 14 Masło 25 12 Mix-Sałat 25 12 Sok pomarańczowy 1L 25 12 Spaghetii 500g 20 10 Sos Barilla 400g 25 12 Ryż 400g 20 10 Spanie, noclegi itp Namiot był sprawdzonym towarzyszem naszej pierwszej wyprawy. Z namiotem zatrzymać się możecie niemal gdziekolwiek, wybrać się w góry na trekking, rozbić obóz przy wodospadzie lub na łące przy brzegu. Prawo w Norwegii mówi, że można biwakować pod warunkiem zachowania rozsądnej odległości od zabudowań i zostawienia po sobie porządku i czystości. Kempingi są fantastycznie wyposażone i nie zabijają budżetu. Więcej o spaniu pod namiotem w Norwegii. Nad Preikestolenem Spanie w aucie nas też nie ominęło. Trzy razy niebo zamieniło się w szarą, nieprzeniknioną przestrzeń, z której niemiłosiernie lały się strugi deszczu. O rozstawianiu namiotu nie było mowy, więc skończyło się na nocy w aucie. Na szczęście mamy kombi, więc spanie było nawet wygodne. Domek wakacyjny, chociażby na tydzień, jest daleko bardziej komfortowy. A nocleg w czerwonym, przytulnym domku, położonym gdzieś na końcu świata i z pięknym widokiem może okazać się spełnionym marzeniem. Gdzie szukać noclegów? odpada w przedbiegach, gdyż jego oferta skupia się głównie wokół hoteli. Przeokrutnie drogich. Drugi serwis, jaki przychodzi na myśl to – tu faktycznie jest sporo miejsc do wynajęcia w całości, od małych domków po wille czy apartamenty. Szukanie wymarzonego domku zacząć jest najlepiej od mało znanego (wersja polska). Znajdziecie tu zatrzęsienie chatek, chat, willi, domów i domków położonych na odludziach, stromych zboczach fiordów, wysepkach czy w miasteczkach. Nierzadko w komplecie z „udogodnieniami” niedostępnymi gdzie indziej: mała motorówka, zestaw wędek, sauna itp. Ceny są od bardzo przystępnych (1800zł dla czterech osób na tydzień) do wręcz kosmicznych. Częste pytania i wątpliwości Czy potrzebny jest paszport do Norwegii? Nie, ale warto wziąć na wypadek utraty dokumentów. Kiedy jechać do Norwegii? Kiedy pada najmniej: lipiec, sierpień i wrzesień. Czy Norwedzy mówią po angielsku? Tak, wszyscy i biegle. Który przewodnik wybrać? My polecamy angielskie wydanie Rough Guide to Norway ze względu na świetne opisy i dobór polecanych atrakcji. Nie ma tu jednak ładnych obrazków, a język jest miejscami wyszukany. Czy czegoś do Norwegii nie można wwozić? Tak, np. ziemniaków. Więcej informacji tu: Ile można zabrać alkoholu? Niewiele :) Około 6,5 litra lekkiego alkoholu. Dokładne wytyczne są na stronie: Jakie są ceny w Norwegii? O tym we wpisie ceny w Norwegii Czy można płacić kartą? Tak, w każdym sklepie i za każdy parking publiczny zapłacimy kartą. Za wjazd na drogi prywatne zazwyczaj trzeba było płacić monetami. 200 koron + drobne w portfelu warto jednak mieć. Czy drogi są darmowe? Jakie są opłaty drogowe? Autostrady, wjazd do większych miast, przejazd przez wybrane tunele i mosty są płatne. Opłata uiszczana jest automatycznie lub manualnie za pośrednictwem serwisu EPC. Trzeba w nim zarejestrować auto. Przydatne linki przy planowaniu podróży do Norwegii Opłaty drogowe i rejestracja samochodu: EPC Pogoda: Mapy: Promy: i Loty: Strona z informacjami turystycznymi: i trochę uboższa wersja polska Strona regionu Hardanger: Strona regionu Sognefjord: 18 Narodowych Tras Norwegii: Cła: O Norwegii po Polsku polecamy też bardzo stronę Konrada Koniecznego Mapka z wpisami Od jakiegoś czasu nie lubię spędzać wakacji w hotelu z opcją all inclusive i w ogóle w hotelu. Oczywiście nie od razu tak było. Zaczynaliśmy pewnie jak wielu z was. Wakacje z biura podróży, wczasy we dwoje, hotel 3 – gwiazdkowy, potem apetyt i preferencje rosły, dwa tygodnie w hotelu z opcją all inclusive, coraz więcej atrakcji, ciekawsze miejsca… Kiedy poznałam mojego męża, zaczęliśmy spędzać wakacje razem w coraz to nowych krajach i różnych hotelach. Przeglądaliśmy katalogi, sprawdzaliśmy oferty, a i tak nigdy nie było idealnie. Z czasem zaczęliśmy jeździć ze znajomymi i naszymi dziećmi. Kiedy pojawiły się dzieci, nasze oczekiwania wzrosły, no bo przydałby się większy pokój, a najlepiej dwa, a to znowu kosztowało dużo więcej. W końcu zaczęliśmy wynajmować domy w trzy rodziny. I to się okazało strzałem w dziesiątkę. Do dziś mam w pamięci piękny, kamienny dom, który wynajęliśmy w Toskanii:Teraz nikt mnie nie namówi na spędzenie dwóch tygodni w hotelu all inclusive. Dlaczego? Oto moich 10 minusów:1. Za małe pokojeDla naszej rodzinki, sztuk 5, musiałabym wynająć (i zapłacić!) za przynajmniej apartament dwupokojowy, żeby było nam wygodnie. Niestety, spędzanie wakacji w jednym pokoju z trójką, a nawet i dwójką dzieci to dla mnie trudny temat. Brak miejsca, brak intymności, brak możliwości spędzenia romantycznego wieczoru przy tv 🙂 (z dziećmi imprezy nocne odpadają). Poza tym pokoje hotelowe to zwykle bezduszne, wykafelkowane pomieszczenia, bez opcji wyjścia do ogrodu. Wynajmując dom, zwykle mam do dyspozycji salon, kuchnię, taras i ogród, czyli dużo więcej dodatkowej przestrzeni, z której korzystamy wspólnie z Walka o leżaki przy basenieNiestety, zwykle przy hotelowym basenie nie ma wystarczająco dużo miejsca na leżaki. Dlatego czasami trzeba było zająć leżak jeszcze przed śniadaniem, a najlepiej o 6 rano, żeby go w ogóle mieć. Oczywiście najbardziej oblegane były te przy basenie dla dzieci. Trzeba było zarzucić ręcznik na leżak i już zajęty! No tragedia. Jeśli dom, który wynajmuję nie ma basenu, korzystamy z pobliskich plaż, szukamy fajnych miejsc i tym samym poznajemy kraj, do którego wyjechaliśmy. Nie spędzam dwóch tygodni, leżąc w jednym miejscu i czekając na kolejne MuzykaGłośna i beznadziejna muzyka na basenie do późna. Czy chcesz czy nie chcesz musisz słuchać zamiast odpoczywać w spokoju. Do tego wrzask dzieci i innych ludzi – czasami naprawdę jest dosyć gwarno. Wolę plaże z szumem morza, najlepiej bez tłoku albo w ogóle bez ludzi, jak na przykład mieliśmy na Ogrom jedzeniaMasa różnych potraw, które chce się od razu zjeść, a po tygodniu nie wiadomo co wybrać, bo wszystko już się znudziło. Albo odwrotnie: tak nędzna kuchnia, że nie wiadomo co zjeść, żeby się najeść. Kiedy spędzam wakacje z przyjaciółmi w wakacyjnym domu, gotujemy sami albo korzystamy z lokalnych restauracji w godzinach dla nas odpowiednich. Nie musimy się spieszyć ani organizować zwiedzania, żeby zdążyć na posiłek, który w hotelu jest w wyznaczonych Brak prywatnościPełno ludzi, z którymi musisz dzielić przestrzeń. Różne narodowości, które czasami trzeba znosić: wulgarnych Rosjan, pijanych Angoli, zresztą i Polacy nie lepsi. No cóż, nawet podczas wyjazdów z przyjaciółmi też zdarzają się jakieś kłótnie czy nieporozumienia, ale szybko dochodzimy do porozumienia, próbując znaleźć jakieś rozwiązanie. Poza tym przyjemnie jest spędzić czas z kimś, kogo się lubi i Beznadziejne drinki i napojeDrinki, które masz w cenie, są przygotowywane na kiepskiej jakości alkoholach, na najtańszych, miejscowych. Chyba lepiej kupić butelkę lokalnego wina, delektować się nowymi smakami i nie dopłacać za all inclusive. O sokach nie wspomnę. Pamiętam jak będąc w ciąży nie mogłam napić się nic innego oprócz gazowanych, słodkich Ciężko się ruszyć z hoteluOgrom atrakcji: animacje dla dzieci, wieczorne show, ćwiczenia w basenie sprawiają, że ciężko się wyjść z hotelu i w efekcie spędzamy wakacje leżąc przy Nie poznajemy lokalnych smakówOpłacone jedzenie, gdzie mamy śniadanie, obiad, podwieczorek, przekąski i kolację, sprawia, że w ogóle nie korzystamy z lokalnych restauracji, natomiast jemy, jemy i jemy. Poza tym stałe pory jedzenia wiążą nas z hotelem, a pomiędzy posiłkami naprawdę trudno cokolwiek Brak charakteruSpędzamy urlop w jakichś blokowiskach, czasami w beznadziejnych pokojach przy ziemi (często Polacy mają gorsze pokoje niż np. Niemcy) albo w zamkniętych enklawach z prywatną plażą, gdzie tuż za płotem szerzy się bieda, wojna albo jakiś plac budowy. Ważne, żeby dzieci miały zjeżdżalnię, a my święty Z dziećmi ciężko spędzić miły wieczórNie da się ich zostawić samych w pokoju i siedzieć z nimi do późna w restauracji. Trudno też zaprosić znajomych do pokoju i posiedzieć z nimi i pogadać, kiedy obok śpią dzieci. Mając wynajęty dom, jest więcej możliwości. Zwykle jedziemy w towarzystwie przyjaciół, więc kiedy dzieciaki idą spać, siadamy na tarasie i gadamy do późna, planując kolejne wycieczki albo śmiejąc się z różnych rozumiem, że niektórzy mają inne preferencje. Wyczerpująca praca, do tego nadgodziny w domu, aż się chce, żeby w końcu ktoś za nas zrobił wszystko. Żeby dziećmi zajęli się animatorzy, a my żebyśmy spędzili czas śpiąc, leżąc i nic nie robiąc. Są pewnie i takie hotele, o których mogę pomarzyć ze względów finansowych, na przykład te piękne domki na Mauritiusie czy Sri Lance. Może się kiedyś skuszę na taki luksus, ale to dopiero jak dzieci wyrosną i nie będę musiała ich ciągnąć ze wy jakie macie odczucia? Spędzacie czas w hotelu all inclusive, pod namiotem, na kempingach? Jakie są zalety i wady takich wakacji? Zapraszam do dyskusji! W połowie sierpnia w Polsce szalały upały jakich już dawno tu nie było. Część społeczeństwa wylegiwała się nad morzem, a część umierała w potach albo nie opuszczała klimatyzowanych wnętrz na więcej niż 10 minut. A my pojechaliśmy na południe. W zasadzie powinno być tam przynajmniej tak ciepło jak u nas. Jeśli nie bardziej. Ale na Korsyce nie było i tym głównie kupiła mnie ta piękna wyspa. Czym jeszcze? Przeczytajcie!KlimatTo było pierwsze zaskoczenie. Tu wcale nie było gorąco. Przyjemne letnie ciepło, ok. 27 st. C, plus morska bryza, sprawiły, że można było się wylegiwać na słońcu godzinami. Wróciłam opalona jak nigdy. Ale to też była zasługa tej części Korsyki. Byliśmy na wschodzie, a tam jakby pobliskie góry zabierały cały skwar południa i zachodu wyspy. Od gór przychodziły też deszcze, prawie codziennie ok. Nic nam one nie przeszkadzały, bo oprócz jednej prawdziwej burzy, kropił tylko drobny, letni deszczyk, który zresztą dawał odrobinę jednak wybraliśmy się w stronę Bonifacio upał był już męczący, podobnie w Ajaccio. Od razu jakby inny świat nam się otworzył, jakby ten „zacieniony” i osłonięty górami wschód wyspy był innym plażeTo był największy bonus tych wakacji. Po tym, co działo się nad naszym morzem, chciałam od tego uciec. Ale gdzie? W środku wakacji, w kraju, który żyje z turystyki? A jednak! Wschód Korsyki okazał się pełen pustych, ogromnych plaż. Wokół nas był 1-2 parasole albo wręcz w ogóle. Dzieci miały hektary piasku do zabawy, a gdy kąpały się w morzu bez trudu lokalizowałam je w wodzie. Poza tym wszechogarniający spokój, tylko szum morza i wiatru. Żadnych sprzedawców czapek, żadnych plażokrążców z piwem, popkornem czy lodami. Żadnych krzyczących dzieci, mam i innych osobników. No był piasek, który nie był aż tak biały czy żółty jak na w innych częściach Korsyki. Także morze nie miało tego lazurowego koloru, który widać na pocztówkach. Jednak kiedy wybraliśmy się na plażę Saleccia, Palombaggia, Santa Giulia, czy w pobliżu St. Florent albo Calvi – wszędzie tam pełno było ludu i mało miejsca. Wyjątkiem była ogromna plaża z małymi kamyczkami w okolicach widokowe trasyKtoś, kto ma lęk wysokości lub źle znosi jazdę zakrętami powinien zrezygnować z niektórych odcinków tras, na przykład z Bastii do St. Florent (droga D81), z Calacuccia do Ponte Leccia (droga D84), droga wzdłuż wąwozu Restonica – to już naprawdę wąska i kręta droga lub w stronę miejscowości Nonza na Cap Corse albo z Calvi do Sant – te drogi są bardzo widokowe, piękne krajobrazy można oglądać z wysokości niekiedy ponad 2 tys. m (jadąc z Sagone do Calacucci). Czasem wzrok przykuwają zachody słońca, czasem rzeka płynąca głęboko w dole, a czasem wiszące na skarpie wraki samochodów!Korsykańskie przysmakiKorsyka znana jest z wina, miodu, kasztanów i wędlin. Miód spróbowałam, kiedy zamówiłam korsykańską pizzę – była z serem i miodem właśnie. Czegoś takiego się nie spodziewałam! Pizza na słodko! Wędliny uważane są za jednych z najlepszych na świecie. Można je nabyć w licznych sklepikach czy na targu, gdzie zaprowadzi nas charakterystyczny zapach… znoszonej skarpety, no w każdym razie nie taki, jaki znamy z naszych sklepów wędliniarskich. Ciemnoczerwona szynka nazywa się prisuttu. Jest jeszcze szynka ze schabu coppa, suszona polędwica lonzu czy cieńka kiełbasa z dodatkiem podrobów figatellu. Zwiedzając Ajaccio trafiliśmy na targ, który znajduje się na Placu M. Foch pomiędzy portem a Pl. de Gaulle’a. Tam można było nabyć przysmaki korsykańskie – wędliny, miody, wina, oliwki i kandyzowane owoce. Podobny targ znajdował się w I’lle Rousse w pobliżu uliczek z restauracjami. Tam też znaleźliśmy pchli targ, który można również odwiedzić w Bastii (odbywa się co niedzielę na Placu Nicolas – jednym z największych placów europejskich).Wszędobylska naturaKto nastawia się na zwiedzanie zabytków, znajdzie też coś dla siebie, ale Korsyka to przede wszystkim natura. Wspaniałe góry (najwyższy szczyt Monte Cinto 2706 m polodowcowe jeziora, rzeki, w których można się wykąpać (my skorzystaliśmy z chwili orzeźwienia w rzece Asco, ale ludzie kąpali się też w Restonice). Piękne plaże, klify, trzy otaczające morza. Widoki są spektakularne, plaże rajskie, morze ciepłe i drogach można spotkać zwierzęta domowe. Często na poboczach wypasane są krowy, biegają kozy i owce, a niekiedy można spotkać dzikie świnie, które są strasznie żarłoczne. My je spotkaliśmy w drodze do Calacuccia i napadły na nasze najmniejsze dzieci. Na szczęście udało się je szybko odgonić. Trzeba również zamykać drzwi do samochodów i bagażników, bo świnki wchodzą często do środka, a to może się skończyć źle… dla miasteczkaKorsyka to przede wszystkim małe miasteczka i wsie. Z dużych miast można wymienić Bastię i Ajaccio, reszta to mniej więcej dziesięciotysięczne przyjechaliśmy do Biguglii, gdzie wynajęliśmy dom, byłam trochę zawiedziona brakiem wypieszczonych tak jak we Włoszech miasteczek. Bastia to oczywiście piękny stary port, starówka, cytadela, ale wokoło pełno zaniedbanych, wręcz sypiących się kamienic i kiedy pojechaliśmy na północ, okazało się, że również na Korsyce są prawdziwe perełki. I’lle Rousse z pięknymi różowymi skałami wspaniałym portem, Calvi z cytadelą i starym miastem na wzgórzu, skąd rozciąga się wspaniały widok na zatokę, kilka malutkich miasteczek – wsi położonych wysoko na zboczach gór, takich jak Sant – Antonino, Lama czy Montimaggiore. My dotarliśmy do Sant – Antonino, w którym czas zatrzymał się ok. XIX w. Kamienne schodki, wąskie przejścia, murki i piękna panorama na morze – to uroki tej wsi. Nie bez powodu zalicza się do najpiękniejszych wsi we na południe niezaprzeczalną perełką jest Bonifacio z 1,5 kilometrową zatoką, w której dokują takie jachty, że dech zapiera. Nad miastem góruje osadzona na wapiennych klifach cytadela – najczęściej chyba fotografowany widok na Korsyce. Jeśli krótko przed zachodem słońca skierujecie się drogą D260 w stronę latarni, po drodze możecie sfotografować zachód słońca nad Bonifacio – jest tam dobry punkt widokowy i staje tam mnóstwo samochodów. Bonifacio to było prawdziwe wow, juz wjeżdżając do miasta ukazał nam się widok, który robi miażdżące wrażenie. Warto zostać do wieczora i zobaczyć iluminacje na murach nie mogliśmy nie zobaczyć stolicy Korsyki Ajaccio. Miasto wygląda trochę jak Cannes – nadmorska promenada, z rosnącymi wzdłuż palmami. W mieście jednak nie ma zbyt wiele do zobaczenia, oprócz absolutnego „must see”, czyli domu, w którym urodził się Napoleon oraz kościoła, w którym przyszły cesarz został również Corte, ale nie zachwyciło nas to miasto. Jak zwykle na Korsyce nad miastem prezentuje się piękna cytadela, no i stąd łatwo dostać się do wąwozu nie wydali mi się nieprzyjaźni dla turystów, tak jak się o nich mówi. Nie mieliśmy z tubylcami zbyt wielu bezpośrednich kontaktów, ale ogólnie nie można powiedzieć, że czuliśmy nieprzyjazne nastawienie. Jedynym dużym problemem był brak możliwości porozumienia się po angielsku. Na Korsyce nikt nie mówi inaczej niż po francusku i włosku! Kto nie zna tych języków musi zabrać słownik, żeby się dogadać. Przechadzając się uliczkami miast i wsi zauważyliśmy, że wszyscy grają w karty. W kawiarenkach i winiarniach wszyscy siedzą przy stolikach i pogrywają w karty albo ustawiają pasjansa popijając czerwone wino albo kawę. Na placach lub podwórkach natomiast mężczyźni pochłonięci są grą w boule. Podobno wystarczy butelka wina, żeby dołączyć do gry. Ciekawostki, porady, gdzie zjeść i co zobaczyć?Na Korsykę można dostać się samolotem (jest kilka lotnisk) albo promem. Prom najlepiej rezerwować dużo szybciej, są wtedy tańsze bilety. My rezerwowaliśmy rejs miesiąc przed wakacjami i ceny były wyższe o 1000 zł za całą naszą piątkę z samochodem niż miesiąc wcześniej. Odpływaliśmy z Livorno, ale promy płyną też z Genui czy La Spezia. W Livorno ciężko dotrzeć do portu, trzeba kierować się brązowymi znakami z rysunkiem promu i włoskimi napisami, niestety nie liczcie, że gdzieś będzie napisane „ferry” – trzeba jechać intuicyjnie. My trochę błądziliśmy. Warto przyjechać wcześniej (przynajmniej godzinę przed odpłynięciem promu), żeby się nie spóźnić, choć w naszym przypadku spóźnił się prom. Podobnie z rezerwacją biletu – w sezonie tydzień przed wyjazdem to stanowczo za Restonica – można tam dojechać samochodem. Drogę D623 łatwo znaleźć wjeżdżając do Corte. Po przejechaniu 15 km czeka na nas parking (4 euro za samochód) i dalej trzeba iść na piechotę, dzieci też mogą, a najlepiej wziąć wózek – tak nam powiedziała miła pani na bramce. Dochodzi się do jeziora, z którego rzeka Restonica bierze – jest tam fajna pizzeria Chez Manu – tania i naprawdę dobra pizza, ale płatność tylko gotówką. Dojeżdżając do miasteczka od strony Sagone jechaliśmy wysoko w górach (trasa na wysokości ponad 2 tys. metrów), temperatura spadła do 16 st. C, a na parkingach można było spotkać dzikie – w cytadeli nieopodal informacji turystycznej (domek z niebieskimi okiennicami) jest restauracja z polskim menu! Rzadka to okazja, żeby rozczytać się w propozycjach potraw i zamówić coś innego niż pizzę. Ceny bardzo – Antonino – tuż przed wjazdem do wsi jest po lewej stronie usytuowana w ogrodzie osteria albo tratoria, gdzie podają pyszną pizzę z pieca (od 8 euro) oraz steki z frytkami (od 15 euro).W miejscowości Nonza na Cap Corse można zamówić jedzenie u Polaków. Na placu na przeciw kościoła jest pizzeria i restauracja. W obu tych punktach są polscy kucharze. Z tym, że w restauracji jest naprawdę dobre jedzenie, jeśli można tak powiedzieć po konsumpcji makaronu bolognese, a z kolei pizza słona i nie dobra. Za to można sobie pogadać w ojczystym języku i dokładnie dowiedzieć się z czym jest pizza albo co serwuje plażę Saleccia można dostać się statkiem albo samochodem. Ponieważ droga prowadzi 12 kilometrów przez niezłe wertepy, można wynająć jeepa w jednej z firm trudniących się wożeniem turystów na tę plażę, zapłacić 25 euro od osoby i poleżeć na rajskiej plaży. My dojechaliśmy tam naszą terenówką, ale po drodze mijaliśmy też zwykłe samochody, które spokojnie tam dojechały. Być może długi kombi miałby problem w manewrowaniu po dziurach i mógłby się zawiesić, ale ogólnie nie ma tragedii – można jechać. Przejazd trwa ok. pół paliwo kupowaliśmy w Ponte Lecia – olej napędowy kosztował tutaj 1,15 euro, w innych miejscach ok. 1,20 – najlepsze wakacje od lat – takie mamy wspomnienia. Myślę, że jeszcze tam wrócimy – może kiedy wyspa będzie niepodległym państwem, do czego dążą separatyści. Na razie uzależniona od Francji (także finansowo), raczej nie oderwie się od jej wpływów. Ale Głowa Maura przewiązana chustką jest wszędzie: na rejestracjach samochodowych, ręcznikach, flagach, pamiątkach. W ten sposób Korsykanie manifestują swoje pragnienie wolności. Może kiedyś ją zdobędą?Jeśli chcecie zaczerpnąć trochę inspiracji na wakacyjną podróż, zapraszam również na stronę gdzie możecie wirtualnie zwiedzić interesujące i modne miasta.

norwegia wakacje na własną rękę